Featured Categories

Śmierć Na Lodowym Szlaku

Moja komórka zabrzęczała, wyrwając mnie z zamyślenia. Dzwonił Andrew, nocny dyspozytor Northern Alliance.
” Mamy problem, Kris ! Nuna zdecydowała się zamknąć Winter Roads. Gdzie jesteś ?”
Andrew wiedział, że musiałem pojechać na południe , by zabrać jakąś krytyczną dla kopalni część, niezbędną do kontynuacji procesu wydobycia diamentów. Jego telefon dopadł mnie, gdy wracałem właśnie na północ.
” Jestem w Steen River, Andrew. Mój ETA to 17:30. Zdążycie ?”
” Nie wiem. Pracujemy nad tym. Kopalnia jest wściekła, bo mają przestój, a każdy dzień, jak wiesz, to kilka milionów dolarów strat. Chcieli samolotem , ale gabaryty nie pozwalają. Powiedziałem im, że jak przetniemy, to Hercules zabierze, a potem się zespawa ponownie. Przyleciał inżynier z Niemiec i na takie barbarzyństwo z oburzenia zapomniał angielskiego, bo jego szwabskie okrzyki protestu do dzisiaj gwałcą moje uszy ! Pytanie zasadnicze brzmi. “Pojedziesz ?”
” Jaki jest stan lodu i Portages ?”
” Nie za dobry. Problem Lake na krawędzi operacyjnej. Nasilił się również proces podsiąkania lodu wodą na północ od P.48. Pojawiły się nowe ‘pressure ridges’. Paskudne ponoć. Ziemia też rozmiękła. Wysłali ‘profilers’ z radarami. Sprawdzają stan lodu na pozostałych jeziorach. Chcą wiedzieć, czy znajdzie się ochotnik ? ”
“OK. Pojadę. Najlepiej by było z marszu. Nocą mróz ściśnie ziemię, ale i tak lepiej, żeby ktoś czekał z wyciągarką na Charlie’s Hill. ”
” Przekażę. Dasz radę ? Tak z biegu ? ”
” Don’t you worry about that, Andrew. ”
” Roger that. Cheers.”
” See ya”. Było już dobrze po północy, gdy moja Maszyna zjechała na lód. Delikatny trzask pokrywy lodowej nie wzbudził we mnie jakiegoś nadmiernego niepokoju. To było zjawisko normalne. Pilot zniknął gdzieś z przodu, pozostawiając mnie w objęciach nocy. Byłem sam. Niby nic nowego, ale, przyzwyczajony do obecności ogromnej liczby konwojów podróżujących po lodowych szlakach, nie mogłem się oprzeć uczuciu zadziwienia pustką, która roztaczała się wokół mnie. W świetle reflektorów i blasku księżyca, świat wydawał się jakiś nierzeczywisty, surrealistyczny.
Jechałem nieśpiesznie, dumając nad różnymi sprawami. Wiele rzeczy ostatnio mnie zastanawiało. Nie mogłem połączyć wielu zdarzeń. Te luki w pamięci sprawiały, że traciłem czas na mozolne sklejanie wydarzeń ostatnich dni, zastanawiając się, czy było to wynikiem zmęczenia, czy stresu. Strasznie mnie to irytowało, a do tego jeszcze doszło do nagłego oziębienia relacji z adminem Art Trucking, moim kolegą Art-em. Miałem wrażenie , że moja działalność drażni go i że, ostatnio, stał się dosyć złośliwy w stosunku do mnie, co jeszcze bardziej pogłębiało moją irytację, bo nie znałem przyczyny takiego zachowania, a przecież polubiłem tego młodego wilka.
Portage 10, Dome Lake Camp przywitał mnie blaskiem świateł i tętniącym życiem załogi pracującej na tej małej wysepce. Pilot poinformował mnie, że wysłali wcześniej załogę z rampami, do wzmocnienia słabszych sekcji Waite Lake, znanego wszystkim jako Problem Lake. Olbrzymie, stalowo-drewniane maty, używane na polach olejowych do wzmacniania bagnistych gruntów, tutaj miały być podtopione w słabszych sekcjach jeziora i polane wodą w celu ich ‘wmrożenia’ w taflę. Widać było, że Nuna Logistics, odpowiedzialna za stan dróg, podchodziła bardzo poważnie do ostatniego zadania tego sezonu.
Pilot zniknął znowu, gdzieś tam, na horyzoncie, a ja po chwili ruszyłem dalej. Kolejny mrowisko ludzkie pojawiło się, kiedy koła mojego pojazdu zatrzymały się na plaży Waite Lake. Uzgodniliśmy trasę z pilotem i rozpocząłem mozolną wędrówkę po jeziorze. Pofałdowana i strzaskana tafla lodu wyglądała nieprzyjemnie, ale ścieżka wyznaczona przez drogowców, zalana była wcześniej wodą i teraz lśniła w blasku poświaty księżycowej. Szczeliny były wypełnione, a stalowe maty wyglądały jak wielkie tratwy zastygłe w lodowej polewie. Pracownicy Nuny przyglądali mi się w milczeniu, jak przejeżdżałem powoli obok nich i tylko niektórzy pozdrawiali mnie nieznacznym gestem dłoni, życząc mi szczęścia. Problem Lake – no problem ! Po godzinie takiej jazdy znalazłem się na suchym gruncie P.15 i mogłem kontynuować podróż dalej. Portage 19, to kolejna maleńka wysepka na której znajduje się stacja ENR, a za nią rozpościera się spore jezioro, Gordon Lake, nazwane przez niektórych ‘ one movie lake ‘ , gdyż czas na jego przebycie zajmuje około 2 godzin, co pozwala niektórym nadrobić zaległości z kinematografii. Mnie akurat filmy nie były w głowie, gdyż właśnie odgrywałem główną rolę w dramacie na własne życzenie.
Mijały godziny. Kolejna przeszkoda, to P.25. Charlie’s Hill. Nawiązałem kontakt z operatorem wyciągarki, ale dobrą wiadomością, którą od niego usłyszałem, było to, że lód u podnóża góry był mocny i mogłem ‘przycisnąć’ nieco przy podjeździe. Zdecydowałem się na ograniczenie szybkości do 40 km/h, co pozwalało mi na włączenie pełnych blokad. Wydawało się, że nie dam rady już tam, u szczytu tego niesławnego wzgórza, ale jakimś cudem udało mi się je pokonać bez pomocy operatora i znowu będąc wolnym, kontynuowałem swoją samotną podróż w tej księżycowej scenerii. Po 9 godzinach jazdy osiągnęliśmy bazę w Lockhart. Stąd droga prowadziła dalej, poprzez pozostałe wysepki, aż do MacKay Lake. To największe jezioro na trasie i najgłębsze. Za P.48 rozpościerała się toń wodna, ściśnięta mrozem, potrzaskana wybrzuszeniami lodowych powłok, spiętrzonych różnicami ciśnień krzyżujących się tu prądów wodnych. Pajęczyna lodowych szczelin, zarówno tych starych, jak i tych świeżych, pokrywała całe hektary, tego zniszczonego ciężarem ładunków, lodowiska. Byłem już ostro zmęczony, ale chciałem dalej kontynuować moją podróż, bo chociaż dobiegała 5-ta nad ranem, to jechało się dosyć dobrze, a mróz zachęcał do dalszej pracy.
Pierwsza sekcja wybrzuszeń sprawiła , że mimo woli popatrzyłem na wizerunek św. Krzysztofa.
“Don’t you leave me now ! ” -pomyślałem, co nie było chyba najpokorniejszą modlitwą na świecie.
Mijałem olbrzymie szczeliny w lodzie i miałem wrażenie , że lód chwieje się i rozszczelnia pod kołami mojego pojazdu. Na północnym wschodzie pojawiła się delikatna zorza. Niebo delikatnie pojaśniało. Zorze polarne kusiły swoimi tańcami, ale ja, głuchy na ich uroki, jechałem wolno, koncentrując się na omijaniu przepastnych szczelin, z czeluści których strzelały nieraz całymi fontannami kawałki lodu, lśniące niczym brylanty w bladej poświacie księżyca. Zaraz za pierwszym wałem ciśnieniowym pojawił się drugi, jeszcze bardziej paskudny. Tutaj, ilość pęknięć w lodzie sprawiała wrażenie ogromnego labiryntu, którego nie dało się już obejść. Pokonywałem pęknięcia wprost, rzucając niespokojnie okiem w lusterka, bo najcięższy był środkowy most i on mnie niepokoił. To on wyciskał najwięcej drobin lodowych które zaścielały lustrzaną powłokę. Patrzyłem z niepokojem na chwiejące się tafle, gdy nagle …..gwałtowny trzask z lewej strony ogłuszył mnie niemal, a kabina zapadła się, przechylając się ostro w lewo. Odruchowo chwyciłem za klamkę, ale napór lodu na drzwi unieruchomił je, uniemożliwiając ucieczkę. Spojrzałem na drugą stronę i już byłem w drodze , gdy tafla lodu załamała się i tkwiłem uwięziony z obu stron. Uderzyłem pięścią w przednią szybę, ale ból w kostkach tylko uświadomił mi, że spanikowałem. Rozejrzałem się za młotkiem do szyb, ale nie mogłem go nigdzie dojrzeć w mrocznej scenerii. Zapaliłem światło i kiedy schyliłem się , by go poszukać, nagłe szarpnięcie odrzuciło mnie do tyłu. Poczułem uderzenie w tył głowy, które na moment zamroczyło mnie, ale już po chwili cała kabina zapadła się i uświadomiłem sobie, że cały skład przełamał się przez lód. Chwyciłem za mikrofon nadajnika i rzuciłem w eter:
” Mayday ! Mayday! Mayday ! This is 577 on the second pressure ridge, north of P.48 !
I am going down. I repeat ! This is 577 going down through the ice, north of P48 on second pressure ridge. I need assistance immediately ! Mayday ! Mayday ! Mayday ! ”
Woda sięgała już do połowy szyb, a po chwili zapadła ciemność otaczając mnie brunatną cieczą, poprzez którą przebijały się dwie smugi bladego światła reflektorów. Otworzyłem w pośpiechu szafkę, z której wypadły lekkie neoprenowe rękawice, buty i pozostałe części garderoby. Ubierałem się w milczeniu, jednocześnie rozglądając się za jakimś ostrym narzędziem do wybicia szyby. Nawet nie myślałem, jaka może być głębokość jeziora w tym miejscu. Do brzegu nie było daleko, ale to nic nie oznaczało. Zanim zgasły światła reflektorów i te, w kabinie, znalazłem latarki i zapaliłem je obie. Stwierdziłem, że użyję je jako młotka, gdy nagle usłyszałem głos :
” Zginiesz !”
Zamarłem przez moment, by stwierdzić po chwili, że to mój przerażony umysł płata mi figla. Pojazdem wstrząsnęło po raz drugi, ale tym razem poczułem ulgę. Uderzyłem o dno. Nie było najgorzej. Miałem cień szansy. Pamiętałem, jak za studenckich czasów, ćwiczyliśmy alarmy na morzu. Moi kumple, którzy zapomnieli się ubrać wybiegając na pokład w bieliźnie, ‘ginęli’ z powodu hipotermii, nie zaliczając testu. Woda sięgała mi już kolan a z ust wydobywała się para. Zimno przenikało każdą cząsteczkę mojego jestestwa. Szczelinami wlewały się strugi ohydnej, lodowatej cieczy i w kabinie jej poziom podnosił się coraz wyżej i wyżej. Wahałem się jednak, by uderzyć w szybę odgradzającą mnie od wodnej topieli. Złapałem za klamkę, ale drzwi nie puściły.
” Zginiesz ! ”
Teraz nie miałem już cienia wątpliwości. To był głos Art-a. Zapomniałem o sytuacji w jakiej się znalazłem. Przez głowę przemknęło mi całe moje niedługie i fragmentaryczne życie. Zrozumiałem wreszcie skąd wzięły się luki w mojej pamięci i dlaczego nie mogłem wywołać wspomnień z dzieciństwa. Zrozumiałem !
Podniosłem głowę ku górze.
” Art ! Ty……. Ty……” – zabrakło mi słów.
Jego ironiczny śmiech doprowadził mnie do wściekłości.
” Mnie nie ma, co ? Ja nie istnieję ! Wymyśliłeś mnie Ty potworze ! ”
” Dlaczego mi to zrobiłeś ?! Dlaczego mi to robisz ?! ”
” Nudziło mi się, więc pomyślałem sobie, że stworzę jakiegoś tam ‘Iron’ Kris-a na zabicie nudy ! ” – odparł mój rozbawiony ….. Stwórca.
” Nienawidzę Cię !!! Nienawidzę !!!”
” Ha ! Ha ! Wybacz , ale zacząłeś mnie irytować, Kris. Wymknąłeś mi się po za tym spod kontroli i muszę cię usunąć z Art Trucking. Działasz mi na nerwy już od dłuższego czasu. ”
” Jak mogłem Ci wymknąć się spod kontroli, skoro wkładasz w moje usta swoje myśli ! I jak mogłeś być tak okrutny ! Przecież ja Czuję ! Cierpię ! Kocham !”
” Nie dramatyzuj ! Jakimś cudem zacząłeś żyć swoim własnym, literackim życiem i to mnie wnerwiło. To się czasami zdarza z fikcyjnymi postaciami, ale teraz nadszedł twój koniec i poszedłeś na dno, a drzwi się nie otworzą , a i szyba nie pęknie ! Ha ! Ha ! ”
Jego słowa obezwładniły mnie przez moment , ale zacząłem gorączkowo myśleć. Jeżeli stworzył mnie na swoją rozrywkę , to było to……..
Wściekły uderzyłem pięścią w szybę ! Poczułem ból i usłyszałem śmiech .
” Ha ! Ha ! Iron Kris ! I co ? Szyba cała ? ”
” Ten drań nie miał nade mną żadnej litości ! ”
Woda podchodziła mi już do klatki piersiowej i zimno paraliżowało moje myślenie. Zresztą może to była też Jego sprawka ! Niczego już nie byłem pewny. Uspokoiłem się i usiadłem na fotelu. Odruchowo zapiąłem pasy. Znajdą ciało i odeślą do domu. Co za brednie ! Nie mam ciała ! Jestem fikcją ! Nie istnieję ! Nikt mnie nie będzie szukał ! Nikt nie będzie za mną płakał ! Nikt nie zatęskni ! Nawet ta ohydna, brudna woda jest fikcją ! A co z fanami Art Trucking ? Czy chociaż jedna osoba upomni się o sprawiedliwość ? I powie temu, temu……..co sądzi o Jego manipulacjach !
” Miałem napisać posta o twoim końcu, Kris, ale skoro zorientowałeś się , że nie istniejesz , to nie mogę teraz pozwolić , żeby ta nasza hm…ostateczna, jak sądzę, rozmowa, przedostała się na naszą, oops ! ,…. na Moją stronę i zdradziła detale mojego charakteru. ”
Nie przerywałem Mu jego monologu, myśląc gorączkowo, że skoro już muszę zginąć w tych lodach, to chciałbym chociaż wysłać tego ostatniego, pożegnalnego posta, zdradzając przy okazji łajdacki charakter Admina. Zaraz ! Przecież sam powiedział, że wymknąłem się jemu spod kontroli ! Zamknąłem oczy i rozpocząłem wędrówkę po synapsach. Są ! Drzwi do Jego umysłu nie były zabarykadowane. Zajęty napuszonym monologiem Stwórcy, zapomniał o obronie przed atakiem swojego Stworzenia. Przemykałem się cichutko po jego zwojach. Ujrzałem światło. To były Jego oczy. Rozejrzałem się i dostrzegłem smartphone leżący na desce rozdzielczej pojazdu. Skoncentrowałem się na delikatnej emisji fal elektromagnetycznych i już po chwili przesiadłem się na łącza jego Samsunga. Zobaczyłem jasne wrota Sieci. To było LTE. Podkradłem się i po chwili szybowałem wolny w przestworzach w kierunku serwera Facebooka. Znałem przecież wszystkie hasła. Zrobił mnie przecież adminem swojej strony. Wdarłem się na stronę Art Trucking i zacząłem pisać . Widziałem jak drgnął, zaniepokojony moim milczeniem, ale po chwili uspokojony, znowu zaczął mówić, nie wierząc, że mogę się wymknąć z jego wodnej matni.
” Widzisz Kris zacząłeś irytować nie tylko mnie ! Zaczęli się skarżyć i inni, a ja jakoś nie mogłem zmienić charakteru twoich postów. To, najpierw mnie zastanowiło, a później poirytowało, dlatego też postanowiłem z tym …..”
On gadał, a ja pisałem. Naprawdę zależało mi na ostatnim pożegnaniu z moimi sympatykami. Woda sięgnęła mi już do ust, więc zaciągnąłem głęboko, mój ostatni łyk świeżego powietrza. Przeraźliwe zimno ogarnęło mnie i pomyślałem, że oto nadchodzi koniec. Zmusiłem się ostatnim wysiłkiem woli do powrotu na FB, ale nagle Art zorientował się w moich poczynaniach i ruszył do ataku. Widziałem jak chce wymazać moje pisanie. Klął w żywe oczy swoją naiwność , lecz ja zdążyłem zablokować jego zamiary zmieniając hasło. Myśl jest szybsza od ręki. Post ciągle wisiał w drafcie i wiedziałem, że wszystko pójdzie na marne , jeżeli go nie opublikuję. Powietrze wydzierało mi się już ustami. Ręce kurczowo zacisnęły się na kierownicy, a ciałem zaczęły wstrząsać drgawki. Ostatnim wysiłkiem dostrzegłem przycisk ENTER i mój słabnący umysł ruszył w jego kierunku. Płuca nie mogły już utrzymać resztek powietrza i nagle wypuściły swoją zawartość, gwałtownie szukając świeżej dostawy tlenu. Zamiast powietrza w ich wnętrze wdarła się lodowata ciecz. Potworny ból ogarnął moje konające JA i mając świadomość, że gasnę oto na wieki, zwarłem w ostatnim geście mojego życia przyciski klawiatury, wysyłając w bezmiar Wszechświata , ostatnie pożegnanie.
Usłyszałem głos Admina : ” Nie ! Nie ! NIEEEE !!!!!!!!!!!!!!!’ “.
Poczułem mściwą ulgę i zapadłem w otchłań głębiny.

Leave a Reply

%d bloggers like this: