Featured Categories

Nieudany Werbunek

Początek Idei……

Głośnik w pokoju szczęknął tym swoim nieprzyjemnym metalicznym głosem:
” Hans i Kris. Do gabinetu Kierownika. Natychmiast !”
Podnoszę leniwie powieki i spoglądam na Hansa. Ten wzrusza ramionami, ale obaj podnosimy się powoli i niechętnie z wyra. Ubieramy się w mundury. Cywilne, ale oficerskie Marynarki Handlowej. Tak to się odbywa w środowisku Wyższej Szkoły Morskiej. Szczekaczki w pokojach i dyscyplina niby to cywilna, a pachnąca na kilometr militarną. Nie rozmawiamy ze sobą. Te same głośniki mogą robić za mikrofony, więc lepiej milczeć. Na korytarzu unoszę pytająco brwi, ale Hans powtarza swój gest sprzed minuty. Nie wiemy o co chodzi. Powodów może być mnóstwo. Wszystkie raczej nieprzyjemne.
W pokoju Kierownika panuje półmrok. On sam za biurkiem przygląda się nam w milczeniu, kiedy meldujemy się bez zapału przed Jego Wysokością. Mój wzrok próbuje przeniknąć zaciemniony obszar gabinetu za jego plecami, bo wydawało mi się, że dostrzegłem nieznaczny ruch w głębi czerni. Nie znajdując potwierdzenia swojej obserwacji, przenoszę niechętnie wzrok na oblicze władzy.
Chrząknął tytułem zagajenia i rozpoczął ciepło :
-Chłopcy ! Wezwałem was tutaj, bo pomyślałem sobie, że może uda mi się was nakłonić do większego zaangażowania w sprawy akademika.
-Nas ?! – pytam z głupia frant, rzucając przy tym okiem na Hansa, który stoi milczący jak skała, ewidentnie mając w dupie wszelkie oferty tego pana.
– Tak ! Was ! – powiada pan Kierownik. Odchyla swoje otyłe cielsko w fotelu i mrużąc oczy, krzywi grube wargi w coś na kształt uśmiechu, co zresztą nie za bardzo mu wychodzi.                                                                      – Widzicie chłopaki, ja już was tak obserwuję od dłuższego czasu i muszę wam powiedzieć, że gdybym został dyktatorem w jakimś mniej demokratycznym kraju, to z całą pewnością chciałbym was trzech mieć koło siebie.

– Trzech ?- mruczę nieswojo, bo zaczyna mi się nie podobać kierunek rozmowy.
– No tak. Nie wezwałem Jack-a, bo wiem, że go nie ma w akademiku, ale wiadomo, że wy jesteście jak tych Trzech Muszkieterów. Zawsze razem. Tylko pijecie nieco więcej.
– Ty Kris, zostałbyś na przykład, w moim rządzie, ministrem propagandy. Gadane masz, to nie martwiłbym się o to czy i w jaki sposób przekonasz lud do naszych szczytnych idei. A w razie problemów z opozycją rozbroił byś ich tą swoją słodką demagogią na żądanie, albo przynajmniej ośmieszył.

– Pochlebia mi pan, Panie Kierowniku ! – wymruczałem zaskoczony.
– Hans zostałby z kolei dowódcą mojej straży przybocznej. Szybkość z jaką potrafi rozprawić się z przeciwnikiem zaimponowała mi już dawno temu. Zastanawiałem się niejednokrotnie, czy to u niego odruch bezwarunkowy, czy przemyślana reakcja.
Spojrzałem w kierunku Hansa, który drgnął nieznacznie na słowa Kierownika, by po chwili przyjąć z powrotem kamienny wyraz twarzy.
– A tego waszego ‘Koguta’ – ba taką ma ksywkę Jack, czyż nie ? – zrobiłbym niewątpliwie moim major domus. Jeszcze nie spotkałem takiego czarusia. Kobiety na niego lecą jak pszczoły do ula. Skąd u niego takie zdolności, doprawdy, nie pojmuję ! Wyobrażam sobie jak jadę w waszym otoczeniu limuzyną. Tak ! Przydalibyście mi się chłopaki. Macie unikalne zdolności przywódcze, tylko zużytkowujecie je na niepotrzebne angażowanie się po niewłaściwej stronie. A to kończy się na ogół niefortunnie dla delikwenta. Pamiętacie ‘Olał-a’ przecież. Musiał odejść, a przecież mógł…
Monolog Kierownika przerwał głośny huk sprężonego powietrza. Spojrzałem niedowierzająco na Hansa i mógłbym przysiąc, że w półmroku otoczenia dostrzegłem falujący materiał spodni w tej jednej, jedynej okolicy, gdzie takie zdarzenie mogłoby mieć miejsce.
– Nie.. !!! Nie zrobiłeś tego, prawda ? – zapytałem się w osłupieniu.
– Nie mogłem już dłużej wytrzymać- mruknął Hans.
Nie musiałem długo czekać na potwierdzenie swojej obserwacji. Nieprzyjemny zapach dopadł moje nozdrza. Wędrował po pokoju. Wdzierał się we wszystkie zakamarki. Dotarł też wkrótce i zaatakował tłuste nozdrza oniemiałego Kierownika.
Z głębi ciemności wynurzyła się kolejna znana nam postać. UB-ek, który załatwił Olał-a.
– Mówiłem ci Staszek, że to niereformowalny element. Ostrzegałem cię, że tylko tracisz czas na tych wywrotowców.
– Chyba miałeś rację Janku ! – westchnął Kierownik Stach. Podniósł się powoli z krzesła i podszedł do okna, by wpuścić nieco świeżego powietrza do pokoju.

– A teraz, wypierdalać mi z pokoju ! No już !
Wyszliśmy nie zwlekając. Popatrzyliśmy przez chwilę na siebie po czym skierowaliśmy nasze kroki do stołówki na dole.
Pani Halinka podała nam herbatę. Miała nawet odrobinę cukru. Usiedliśmy w rogu i przez moment popijaliśmy gorącą herbatę w milczeniu. Patrzyłem na film, który leciał w TV.
Hans milczał. Ja też. Po chwili rzekł:
– Nie wiem jak ty, ale ja stąd muszę wypieprzać.
– Tylko gdzie i jak ? – odpowiedziałem w zamyśleniu.
– Do Niemiec. W najbliższym rejsie. Bedę potrzebował twojej pomocy.
– Spoko, ale dalej nie wiem, w jaki sposób chcesz to zrobić. Kapitan może nie zawinąć do zachodniego portu, tak jak ostatnio i tylko się wkurzysz patrząc na ląd.
– Mam plan. Wyskoczę za burtę i popłynę do lądu wpław. Uratują mnie Niemcy, a na ich pokładzie poproszę o azyl.
– Gówno nie plan- mruknąłem – Nikt nie ogłosi alarmu ‘ Człowiek za burtą’, a kapitan każe spuścić szalupę i wyłowić cię zanim Niemcy się spostrzegą. Złapią cię w w parę minut i wylądujesz na okrętach podwodnych, gdzie trudno zejść z pokładu.
– Dlatego będę potrzebował twojej pomocy.
Zaczęło mi świtać w głowie.
-Rozumiem. Potrzebujesz kogoś, by uderzył na alarm w okrętowy dzwon i wystrzelił racę by rozpocząć akcję ‘Człowiek za Burtą’ ! Sprytne, bo wtedy kapitan musiałby podporządkować się instrukcjom niemieckiej Straży Granicznej. A oni by cię wyłowili i mógłbyś poprosić o azyl !
– No właśnie ! Dla ciebie też nie ma tu miejsca. Pamiętasz jak załatwili Olała. Lepiej pomyśl, gdzie tu zwiać, zanim będzie za późno.
– Tylko tam ! – mruknąłem wskazując ekran telewizora.
Na pustej drodze stał samotny truck z zamontowaną zadziorną kaczką na masce. Jego kierowca obserwował w skupieniu małe miasteczko, w którym jakiś rasistowski szeryf uwięził jego czarnoskórego kumpla. Powoli dołączały kolejne maszyny. Tyraliera trucków. Kierowcy niecierpliwie przyduszali gaz. Z kominów wydobywał się czarny dym. Ruszyli !
Wpadli do miasta. Rozwalili więzienie, uwalniając kolegę. Patrzyłem z niedowierzaniem.
– Myślisz, że tam jest to możliwe ? Taka wolność ? Taka fantazja ?
– Nie wiem- Hans wzruszył ramionami- Coś w tym jest, ale ci Jankesi to faktycznie  mają niezłą fantazję, więc nie zdziwiłbym się wcale,  gdyby to były bajki dla naiwnych. Tak, czy tak, na twoim miejscu wybrałbym coś bliższego.
– Hmm. – mruknąłem niewyraźnie. – podoba mi się ta fantazja.
Obejrzeliśmy film do końca. Widziałem siebie za kierownicą tych olbrzymów. Pokonywałem ogromne przestrzenie amerykańskiej prerii. Tak. Tam musiała być Wolność. Tylko ona mogła zrodzić taką wizję na ekranie. Tak. Wiedziałem już Gdzie. Pozostawało pomyśleć Jak.

Leave a Reply

%d bloggers like this: