Featured Categories

Sleeping Kris Hill

( czyli jak Charlie stracił prawo do swojego wzgórza..)

Istnieje chyba z tysiąc legend powstania nazwy Charlie’s Hill. Jedna z nich głosi, że Charlie dostał zawału serca na podjeździe i leży w grobowcu wewnątrz wzgórza.

To najwyższe wzniesienie na Lodowych Szlakach stanowiło od lat postrach wielu i do dzisiaj potrafi ’połknąć’ niejednego śmiałka przysparzając mu zawodowego wstydu. Co roku zbiera obfite żniwo tych, którzy lekceważą sobie ten ’ niewielki pryszcz’ jak pogardliwie powiadają o nim niektórzy weterani drogi. Jak to w życiu bywa, nie zawsze mają rację. Wjechać z lodowego szlaku na pokryte lodem wzgórze nie zawsze jest proste. 

Historia tegorocznego sezonu zapamięta i taką historię…..

*******

– Kris ! 

– Hej Kris ?! 

– Yeah, co tam ?

– Co się z tobą dzieje ?! Nie jesteś sobą w tym sezonie ! 

Patrzę w milczeniu na mojego rozmówcę. Staram się zebrać myśli. Zastanawiam się jakby mu tu odpowiedzieć, żeby nie zabrzmiało ani obraźliwie, ani nonszalancko.

– Przecież to widać, że on ma wyjebane na wszystko ! – głos kumpla wyręcza mnie z trudnej sytuacji. Oddycham z ulgą. To on tak to sformułował, nie ja. Śmiech Iwony ściąga uwagę wszystkich na jej osobę. Wszyscy patrzą w oczekiwaniu. 

– To chyba prawda. Nie wierzyłam, ale ostatnio to udowodnił.  – Wiecie co chłopaki? Powinniśmy zmienić nazwę Charlies Hill na Sleeping Kris Hill ! – ogłasza ta niecna zdrajczyni mój ostatni ’wyczyn’ podejściowy na to cholerne wzgórze ! Patrzę na nią wzrokiem bazyliszka, ale nie działa. Wszyscy czekają na wyjaśnienie.

– Niech wam sam opowie ! – podpuszcza Iwona.

Wszyscy patrzą wyczekująco na mnie, a ja myślami wracam do tej ostatniej trasy. Wyjechaliśmy wszyscy potwornie zmęczeni. Nikt nie chciał jednak stracić kolejki tzw. T-time. Ustaliłem więc z Iwoną, że pod byle pozorem odpadniemy na jakiejś wysepce i odpoczniemy chwilę rozbijając tym samym czteroosobowy  konwój na dwie dwuosobowe grupy. Mój plan prysł już zaraz po starcie. Odpadł, z powodu ciężkiego dymu w kabinie,  nr. 2 w naszym konwoju. Kierowca wiózł materiały wybuchowe. Centrala kazała nam kontynuować jazdę. Jechaliśmy zatem smętnie we trójkę. To nie najlepszy układ. Przepisy nie pozwalają na podróżowanie w pojedynkę, więc jeżeli dwójka kierowców jest zmęczona, to trzeci nie może jechać. Zapytałem Iwonę, czy da radę dojechać przynajmniej do Charlies Hill, gdzie jest bezpieczny zajazd. Potwierdziła, ale nie wyczułem entuzjazmu w jej głosie. Ja byłem zombie. Lidera nie pytałem, bo nie chciałem go stresować. Środek nocy. Rozmowy się nie kleiły. Każdy walczył z własnymi słabościami. Ja modliłem się, żeby dotrwać chociaż do tego nieszczęsnego wzgórza. Problem polegał na tym, że P.19 rozpościaroło się spore jezioro. ”One movie lake” aka Gordon Lake. Prawie dwie godziny jazdy po płaskiej monotonnej nawierzchni z prędkością 30 km/h. Lepszego środka nasennego nie można było sobie wyobrazić ! Liczyłem, że jeżeli uda mi się przebrnąć to jezioro to ’Dwudziestki’ obudzą mnie na tyle, że dotrę do celu. ”Dwudziestki ” to cały szereg długich, krętych i wyboistych wysepek startujących od numeru P.20, aż do Charlie Hill. Te mogły wyrwać z letargu każdego kierowcę. Na to liczyłem. Po cichu myślałem, że po przełamaniu nocnego kryzysu dojadę może i do Lockhart. Gordon Lake udało mi się pokonać jakimś cudem. Powieki opadały co chwila. Jechałem zygzakiem, ale……jechałem. ”Dwudziestki” okazały się rozczarowaniem. Chwila orzeźwienia po monotonii jeziora minęła już w okolicy P.22. Na P.24 kryzys miała Iwona. Ja trzymałem się pierwotnej idei czyli  P.25- Charlie Hill, gdzie w tym roku przeniesiono osławiony Sugar Shack ( toaletę). To było moje zbawienie. Wjechaliśmy na ostatnie jezioro przed P.25. Podniosłem mikrofon. 

– Lider ! Do you copy ! 

– Copy Kris ! What’s up ? 

– Możemy zatrzymać się na chwilę na Sugar Shack ? Potrzebuję wyskoczyć na 5 minut.

– No problem Kris ! Ja też skorzystam z toalety. Iwona ! Do you copy ! 

– Yes,  I do ! Dobry pomysł.

Liczyłem, że przerwa w jeździe dobrze mi zrobi, ale zapału w sobie nie wyczuwałem. Miałem naprawdę wyj…ne na jazdę ! Nie chciałem jednak zawieść Lidera. Zbliżaliśmy się do wzgórza. Nie czując się za pewnie stwierdziłem, że przyduszę ’nieco’ więcej na podjeździe, żeby nie dać plamy na tym cholernym wzgórzu. Co też zrobiłem… Wjechałem na plażę na górnej 6-ce

Niskie dudnienie silnika wyrwało mnie z ………drzemki ?! 

Zredukowałem biegi o dwa. Dudni dalej. Następne dwa lecą w dół. Mało!  Dwa następne ! Obroty rosną wreszcie, ale ja patrzę na szybkościomierz. 18 km/h ! Na Charlie Hill ! Nie wyjadę! Skręcam, już całkowicie wybudzony,  ostro w lewo. W lusterkach pojawia się pojedyncza naczepa. Uff ! Co za ulga ! Zaspany,  zapomniałem, że nie jadę w układzie Super-B, bo to oznaczałoby porażkę na całej linii. Duszę pedał gazu na zredukowanych biegach do podłogi i powoli pnę się pod górę. Na szczycie poddaję się. Biorę mikrofon i wołam :

– Dave ! Do you copy ! 

– Yeah Kris ! Co się dzieje ?

– Sorry Lider, ale ja tu odpadam ! Muszę się zdrzemnąć ! Nie daję rady ! 

– OK Kris ! Iwona !  A ty ? 

– Sorry Lider, ale ja przysnęłam na P.24 ! Muszę stanąć ! 

– Copy that ! Wygląda na to, że muszę poczekać na następny konwój. 

– To nie więcej niż 20 minut – powiadam nieco zawstydzony. – słyszałem ich na radiu.

– Copy that Kris ! Good luck then. 

Zjeżdżam na Sugar Shack i zaciągam firanki. Nagle słyszę głos Iwony : 

– To na kiedy nastawić budzik ?

– Nie nastawiaj. Jak wstanę to cię obudzę. Mam gdzieś budziki – odpowiadam pól przytomny i wyłączam radio nie czekając na odpowiedź. Zasypiam w sekundę. 

– No i co ? – pyta się ktoś z towarzystwa.- Dowiemy co się przydarzyło na tym wzgórzu ? 

– Zasnąłem. – odpowiadam spokojnie.

– Zasnąłeś na podjeździe na Charlie Hill ?!! – pyta się ktoś z niedowierzaniem.

– Yeah ! Na to wygląda ! 

Zapada wymowna cisza. Powoli dociera do nich sens zdarzenia

– On ma naprawdę wyjebane na wszystko w tym roku ! – stwierdza jakiś głos. 

– Mam – myślę leniwie, ale zostawiam to już dla siebie.

Kris

P.S. Lider poczekał do następnego konwoju, ale wyjechać mu się nie udało. Dołączywszy jako ostatni, dojechał do zakrętu, poczuł się ’miętki’ i zawrócił z powrotem na Sugar Shack. Rano obudziłem się po kilku godzinach. Powędrowałem do truck-a Iwony, by ją obudzić ( nie spała już) i dostrzegłem trucka Dave-a zaparkowanego tuż za nią. Po chwili Dave pojawił się w okienku i powiedział z uśmiechem : ” Nie dałem rady Kris ! ”. 

– All is good ! – powiedziałem z uśmiechem. – Przynajmniej konwój ocalał. Prowadź nas dalej mr. Leader ! 

– Ay ! Ay Kris ! 

Ruszyliśmy.

 

P.S Wersja audio tutaj:

Leave a Reply

%d bloggers like this: